Prolog

„Człowieka działaniem natury zdziczenie, eksploatowanie i niemal zniszczenie. Natura nie czeka, obronić się umie i zniszczy człowieka, gdy jej nie zrozumie”…

11 lutego 1943 roku Państwowy Komitet Obrony Rosji podjął decyzję o rozpoczęciu prac badawczo-rozwojowych nad energią nuklearną i utworzeniu w tym celu Laboratorium Nr 2. Szefem laboratorium został mianowany Igor Kurczatow. Pierwszy radziecki reaktor atomowy – F-1 (zał.nr 1) – uruchomiony został 25 grudnia 1946 roku a 26 sierpnia 1949 roku na poligonie atomowym w Semipałatyńsku dokonano pierwszej radzieckiej próbnej eksplozji bomby atomowej RDS. Sukces naukowców zachęcił Józefa Stalina do zatwierdzenia kolejnego programu badań nad radioaktywnością i jej szeroko rozumianymi „możliwościami” – Jednak, kiedy w roku 1957 doszło do wybuchu w Kombinacie Chemicznym Majak (zał. nr 2), i skażenia 39 tys.km. Kw obszaru, główny pion komunistycznej partii zdecydował, iż zagrożenie jest zbyt wielkie i podjął decyzje aby takie laboratoria powstawały poza granicami kraju. W ten sposób na terenie bloku wschodniego rozpoczęto na szeroką skale budować sieć laboratoriów pod przykrywką cywilnych zakładów pracy lub elektrowni atomowych.

W Polsce takie laboratorium powstało tuż przy granicy z byłym NRD w już istniejącym zakładzie włókien syntetycznych Wiskord. W 1958 roku, pod przykrywką otwarcia nowej linii produkcyjnej sztucznych włókien grubszych od jedwabiu używanych do produkcji opon samochodowych, nazywanym kordem, zaczęto zwozić sprzęt laboratoryjny do badań nad materiałami rozszczepialnymi,  głównie uranu 235 i uranu 233. Materiał do badań z początku był dostarczany bezpośrednio z ZSRR drogą morską, a od roku 1971 z odległej o 137 km od Szczecina niemieckiej elektrowni atomowej pod Greifswaldem. Mimo utrzymywania badań w największej tajemnicy, na początku lat 80 minionego wieku do mediów zaczęły wyciekać informacje o tzw. świecących pociągach (zał. nr 3), czyli o przewożeniu materiałów promieniotwórczych koleją, co rozpoczęło falę protestów. Komunistyczne władze początkowo ignorowały obawy ludzi, a wszelkie próby protestów przypisywano innym ideologiom i rozwiązywano siłowo. Jednak po katastrofie w elektrowni atomowej w Czarnobylu 26 kwietnia 1986 r. nie mogły dłużej ukrywać problemu i ugięły się pod presją opinii publicznej. Wstrzymano transporty kolejowe, jednak samych badań nie zaniechano a materiały radioaktywne dostarczano znowu drogą morską. Z początkiem lat 90 zmiany polityczne w Europie spowodowały upadek komunizmu i rozpad ZSRR pozostawiając pod znakiem zapytania dalszą działalność laboratorium. W tym okresie zakład Wiskord przestał być rentowny i z roku na rok odnotowywał coraz większe straty finansowe.

Podczas okresu transformacji, część zakładu została sprywatyzowana, przez co laboratorium trafiło w ręce podstawionej przez władze Federacji Rosyjskiej firmy o mylącej – zachodnio brzmiącej nazwie – GSC World. W roku 2000 Wiskord S.A. Ogłosił bankructwo, natomiast po laboratorium, sprzęcie, dokumentach i pracownikach GSC World nie pozostał żaden ślad. Cały obiekt pozostawiono na pastwę szabrowników i złomiarzy. Dewastacja budynku trwa do dziś. W roku 2006 w oddalonej o ponad 2,5 tys. km. elektrowni w Czarnobylu nastąpiła kolejna awaria tym razem, w bloku nr. 2, co spowodowało niekontrolowany wyrzut nieznanej energii nazwanej przez naukowców emisją. Zapoczątkowało to powstawanie tzw. „gorących miejsc” w okolicach byłych laboratoriów bloku wschodniego. Nie jest znane ich pochodzenie ani mechanizm, a jedyną wspólną zasadą jest właśnie bliska odległość dawnych ośrodków badań.  Miejsca te bardzo powoli i niezauważalnie zaczęły zmieniać się w coraz bardziej nieprzyjazne do życia. Obserwowano coraz więcej przypadków mutacji u zwierząt oraz występowania tzw. anomalii. W 2008r nie można już było ignorować problemu, dlatego Polska agencja rządowa w tajemnicy rozpoczęła badania nad tymi zjawiskami, jednak o rosnącym zagrożeniu nie poinformowała ludności cywilnej. W roku 2009 nie dało już się ukryć istnienia oddalonego od zakładu o 4 km „gorącego miejsca” w lesie niedaleko osiedli ludzkich i ogłoszono kwarantannę. W 2010 roku rozpoczęła się penetracja tego niebezpiecznego terenu przez ludzi zwanych Stalkerami. Na skraju tego terenu, jeden z lokalnych „przedsiębiorców” przy pomocy odpowiednich łapówek, założył bazę dla Stalkerów czerpiąc zyski ze znalezisk, jakie udało się pozyskać na terenie objętym kwarantanną. Proceder ten trwa do dzisiaj.

Pojawiły się również plotki o wielkim pośpiechu, w jakim laboratorium musiało być ewakuowane oraz o bardzo niebezpiecznych materiałach, jakie z niego wywozili. Krążą też pogłoski, że wszystko zostało schowane przez likwidatorów gdzieś w niewielkiej odległości od miejsca badań w oczekiwaniu na bardziej dogodny termin na transport do Rosji.